Zapomniana Prawda

Nora psychopaty

Sesja 2 (30 VII 2015)

Drużyna po przygodzie z wampirem dotarła do miasta po kilku godzinach. Wszyscy żyli jeszcze wydarzeniami sprzed kilku godzin. Krasnolud był trochę zdezorientowany przez głód, zmęczenie i zawiłość poprzedniej przygody, więc kiedy chłopiec ze stajni wyciągnął do niego rękę, zamiast napiwka pojawiły się w nim lejce, co reszta drużyny skwitowała rechotem. Dremir jednak szybko się poprawił i rzucił chłopcu całą złotą monetę. Kompiania poszła bezpośrednio do świątynii, by zdać relacje, lecz krasnolud był na tyle głodny i zmęczony, że odłączył się i udał się bezpośrednio do karczmy. Gdy karczmarz spytał inżyniera co podać, on odparł “Mięsa!”, a po kolejnym zapytaniu gospodarza dopowiedział “Dużo!”.
Natomiast reszta drużyny (jak opowiedzieli później krasnoludowi) zdawała relację sir Albertowi. Zakonnik znał już przypadki wampirzych żywicieli, lecz mimo to był trochę zaskoczony uzależnieniem mieszkańców wioski. Dał drużynie 100 złotych koron, a zapytany o nowe zlecenia odpowiedział przecząco.
Gdy elf wszedł do tawerny, zastał krasnoluda, który właśnie pałaszował ćwierć prosiaka, który stojąc na stole zasłaniał go całego, może poza czubkiem głowy. Długouchy powitany niewyraźnym bełkotem, płynącym z pełnej gęby Dremira, postanowił przesiąść się wraz z kompanem dwa razy, co zaowocowało dwoma truchtami krasnoluda niosącego tacę z prosiakiem. Karczmarz uśmiechnął się na ten widok, a Radie kupił sobie butelkę wina, stawiając przy okazji krasnoludowi flaszkę wódki. Chwilę później do karczmy wszedł alchemik, po czym zaopatrzył się w dwie butelczyny wódki i dosiadł się do towarzyszy. Ekipa nie doczekała się Felixa, lecz mimo to zaczęli posilać się prosiakiem i pić swoje alkohole, przypatrująć się grze elfa z niziołczycą, która dosiadła się.
Po kilku kolejkach kompania starała się zebrać, lecz Manfern przypadkowo i niefortunnie zasugerował Dremirowi, że nie dopije flaszki. “JA NIE WYPIJĘ” – ryknął krasnolud, złapał butelkę przychylił ją, wlewając jej zawartość do gardła. Okazało się, że może i wypije, ale wypije i straci przytomność. Finałem tego widowiska był więc upity i nieprzytomny krasnolud z głową w resztach prosiaka. Tak przynajmniej twierdzili kompanii inżyniera następnego dnia, lecz ostry kac z rana potwierdził ich opowieść. Po nocy w gospodzie drużyna zjednoczyła się na nowo pod drzwiami świątynii Zakonu Śniętej Róży i ponownie zapytała o zlecenie. Tym razem von Drake miał już dla nich zadanie.
Mieli rozwikłać, co się stało z mężem kobiety, którą przedstawił im zakonnik. Chłopka powiedziała im, że jej mąż pewnego dnia zaginął w ich wiosce, lecz nikt o tym nic nie wie. Gdy po zaznajomieniu się z historią, drużyna miała już wychodzić ze świątynii, gdy sir Albert zatrzymał ich i powiedział, że jedna drużyna już zaginęła próbując wykonać to zlecenie, więc postanowił wypłacić im dodatkowe 100 złotych koron na wyposażenie. Kompania słysząc 12 bić dzwona, postanowiła wyjechać za 2 godziny, a w międzyczasie dokupić uzbrojenie. Dozbrojeni najemnicy wyruszyli do wioski zagionego wczesnym popołudniem, a dotarli tuż przed zmierzchem.
Cel ich podróży okazał się małą wioską, w której stało może 15 domów. Jedyną wyróżniającą się budowlą była karczma, do której kompania niezwłocznie się udała. W środku zaobserwowali gospodarza i dwójkę osboników, którzy, gdy tylko drużyna weszła, przestali ze sobą rozmawiać, mimo, że do tego momentu prowadzili dosyć ożywioną wymianę szeptów. Po tym, jak najemnicy zapytali karczmarza o możliwość noclegu, a on odpowiedział przecząco, postanowili rozbić obóz niedaleko wioski. W czasie, gdy Felix i Radie szukali chrustu, Dremir i Manfern zostali pilnować obozu. Po chwili alchemik poczuł na sobie czyjeś spojrzenie i oznajmił to swemu towarzyszowi, po czym obaj rzucili się szukać osobnika. Rezultatem tego krótkiego pościgu, były guzy na głowach człowieka i krasnoluda, lecz gdy elf i matematyk wrócili, sprawcy byli już daleko. Drużyna postanowiła mimo wszystko rozbić obóz i przespać się pod gołym niebem, pilnując siebie nawzajem poprzez system wart.
Następnego dnia, gdy Dremir, Radie, Felix i Manfern weszli do tawerny zobaczyli bardzo podobną sytuację, co poprzednio: karczmarz szpetał z dwoma osobnikami, którzy gdy tylko zobaczyli wchodzących udali się do stołu, odchodząc od karczmarza. Tym razem drużyna nie puściła tego płazem: Manfern i Felix próbowali wyciągnąć coś od dwójki osobników metodą zły glina i dobry glina. Lecz mimo gróźb Manferna, grzecznych pytań Felixa przy partyjce, a nawet próby przekonania, że karczmarz wydał ich, nie okazali nawet krzty strachu. W pewnym momencie ta dwójka skierowała się do wyjścia.
Nagle karczmarz wypalił z garłacza w stronę Manferna raniąc go poważnie i obalając na ziemię, a dwójka osobników obróciła się z brońmi wyjętymi z pochew. Jednak mimo zaskoczenia, jakim dysponowała trójka napastników, walka przebiegła łatwo: Manfern z Felixem zabili karczmarza z dystansu, by potem pomóc Dremirowi i Radiemu ubić pozostałą dwójkę. Po chwili w karczmie wśród żywych ostała się tylko drużyna. Zdali sobie sprawę, z pojedyńczych krzyków dochodzących z pod podłogi, które dotychczas były tłumione, więc poczęli szuakć ukrytego zejścia. Odnaleźli właz do piwnicy, do którego natychmiast wleźli. Znaleźli się u szczytu korytarza prowadzącego do pomieszczenia, z którego wychodził korytarz, skąd dochodziły wrzaski. Felix postanowił dołączyć do towarzystwa i spróbować rozpracować je od środka. Po chwili z tego samego pomieszczenia wyszedł podejrzany typ w płaszczu, lecz przy wyjściu z piwnicy został ogłuszony i związany, a następnie odtransportowany do karczmy, gdzie odtąd pilnował go Manfern. Dłuższy brak powrotu ich towarzysza (albo jego zmiennika) zwrócił uwagę towarzystwa z sali, którzy (poza tymi nieprzytomnymi od picia) postanowili zbadać sytuację.
Gdy weszli do karczmy zostali przywitani trzaskiem drzwi prosto w twarz. Walka była wyrównana liczbowo: 4 złoczyńców atakowało człowieka, elfa i krasnoluda, a po chwili i Felixa (który zajmował się dobiciem upitych w piwnicy), który zaszedł przeciwników od tyłu. Radie i Dremir atakowali wręcz, Manfern próbował trafić z dystansu, a Felix walczył na tyłach wroga. Oponenci nie byli zbyt biegli w walce oraz zostali zaskoczeni, więc przegrali, zadając jednak dosyć poważne rany elfowi i matematykowi. Tylko krasnolud wyszedł bez ran.
Moment później ekpia była już w piwnicy, zaglądając do korytarza. Przez jedne z otwartych drzwi zobaczyli okropnie rozkrojone ciała. Był to najokropniejszy widok, jaki kiedykolwiek widział Dremir! Ciała ze zdjętą skórą w wielu miejscach, tułowia z samymi kikutami! To było obrzydliwe! Kompania próbując zapomnieć o tym okropnym widoku doszła do końca korytarza, do drzwi, zza których dochodziły krzyki bólu. Gdy Radie kopnął drawi, za nimi ukazał się psychopata, tnący człowieka, który już bardzo przypominał jeden z trupów w sali obok. Obok tego dogorywającego człowieka, na krześle znajdował się w pełni zdrowy osobnik. Psychopata nawet nie wiedząc kto mu przeszkodził, zezłościł się i bez chwili zastanowienia cisnął nożem, trafiając elfa. Gdy jednak rzucił w stronę drużyny spojrzenie, zobaczył bicz, który pętał go, strzałę oraz topór, oba poruszające się w jego stronę. Po chwili był już tylko kolejnym ciałem leżącym na podłodze piwnicy, gdzie nie jeden doświadczył piekła na ziemi.
Litując się nad cieniem życia obecnym w zniszczonym ciele, Radie dobił przed chwilą jeszcze torturowanego człowieka, natomiast drugiego, tego zdrowego, rozwiązał i zaprowadził na górę do karczmy. W międzyczasie krasnolud otworzył kolejne drzwi wychodzące od korytarza i widziąc tam kilka beczek, prędko pognał na górę do swojego ulubionego kompana do picia – Manferna. Gdy dwójka pijaków znalazła się na dole, poczęli próbować wina. Najpierw wydawało im się, że alkohol jest słabej jakości, lecz gdy krasnoluda okropnie rozbolał brzuch, Dremir zrozumiał, że była to trucizna. Inżynier już nigdy nie zapomni tego przenikliwego bólu. Do podobnych wniosków doszedł elf, odnajdując w karczmie butelkę wina z tych samych beczek.
Gdy uratowany przez nich człowiek otrząsnął się z okropności, jakie zdołał tu przeżyć, przedstawił im się. Jego imię brzmiało Maric Dunkelwod i był rycerzem Zakonu Śniętej Róży.

Comments

Trotom

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.